Friday, October 23, 2009

Beater Road Test: Polski Fiat Rally Car


I know this sounds like a plot for a bad '80s movie, but bear with me. You're an American visiting communist Poland and your reporter/tour-guide friend asks what you'd like to see. Naturally you ask about touring a car factory and he promises to make all the arrangements. Just before you arrive your guide tells you not only will you tour the factory, but he's told the commissar you're a big shot American race car driver and they're rolling out the red carpet.

This is my Father's story from visiting Poland during the summer of 1972. He did attend a race driving school at Zolder while in the army a year before, but his short lived club racing career had not yet begun. To hear my Dad tell it, they brought out a Polski Fiat (124) rally car and four guys pilled into it and rode around their test track next to the factory. He demonstrated heel-toe down shifts to everyone's amazement. The guide (Wojciech Liponski) wrote about it for the Polish newspaper "Kierunki" and I've included the very hard to read translation below.

**UPDATE** I found a better translation tool, so the English translation is more clear.
Grandstand for meta
American on Zeran
One of the biggest events to accompany the Olympic Games in Munich, will the International Rally Car. It was also reported to him crew Polish Fiat. How to write down this time Żerański carts? Does the success of the Acropolis of Monte Carlo and we'll add one more, no less loud, because the Olympics? At the time of this writing, the rally has not yet begun. There are of course thousands of reasons to wish to be car-Polish victory. Key considerations are prestigious, higher-ranking Polish brand, which usually accompany business success. It is no coincidence, after all our Fiats, until recently, sold in small quantities, the above-mentioned triumphs began to disperse as the fresh rolls and now the factory has not kept pace with production for export. This delighted the success of the Austrians in sports, Algerians, Finns, French and citizens of 28 other countries have rushed to him like bees on the flowering clover. Me, a man small of spirit, but little care, and will be felt behind the wheel of a car a Polish butcher French or Austrian accountant. Fascinated me, the question of whether cars produced in the internal market will receive finally folding steering column.

About all the shadows of our automotive industry, which has long been cause upset my liver, I said no, of course, Charles Hauserowi, amerykaskiemu driver wyścigowemu, who recently visited our country as ... Polish language course participant completed a tourist trip. Charles is currently a student last year at the university. When he had finished school already racing drivers in Belgium, makes the study using the car. Bothered for a few weeks to Polish up across the ocean, of course, did not fail to interest our motorization. When the trip, which I accompanied, was in Warsaw, he asked me to let him visit Żerania. After brief formalities obtained permission Directorate factory. I was extremely curious American reaction. Foreigners generally come to us with ideas - to put it mildly - incomplete, if not downright false.
Charles was apparently surprised by the fact that "Fiats" we do ourselves. So far, he thought that in Poland there is only the assembly room. When he oprowadzający us Eng. Caruk remarked in passing that many of the details the car was designed completely in Poland and what's more - these details are wykrzystywane carts manufactured in factories in Italy, home - skwitował is simply to recognize words. We liked him as well as "Fiats" covered with metallic paint (przemilczeliśmy diplomatically, that only those for export). Culminating moment came when we made available to the engineering department Ostaszewski the experimental and stood eye to eye with the car in preparation for the Munich event. One of them leaving the track trials. One of them leaving the track trials. Ostaszewski by Eng. Immediately see that this "old stager" and the American presence only adds to its breezy. On a straight line speed reaches 140 Wirażu tape on the counter flashing wokćł numbers 120 Then, even performances, full of virtuosity, driving inches from the top edge of the track. Smooth braking. Now turn to Charles. Moves slowly, carefully. Long riding "only" 80-100 km per hour. Do not know yet the car. Then the horse is gaining momentum. On wirażach need to keep special fixtures that simply do not smother the door. How to watch a car. Still riding the "washing machine" and getting off.
And how? - I ask Charles, though satisfied with mine shows superfluous questions.
This is a good car - it rains a response. - I am admittedly a rally driver, but goodness know every car, even after time as he can "feel". Besides well-odrobiony car responds precisely to the movements of the driver, would like to say that it almost ahead. I have a way to check a new car, which I do not know: trick known among racing drivers' heel and toe "(" foot-fingers "). Apply it to wirażu, the reduction gear, the idea is that you do not lose too much szbkości. The thing is, when shifting from the higher to the lower left leg twice wdusić clutch, the other fingers to press the brake, while heel "kick" until the gas sales, which run at lower speed will give slightly lower. This is a difficult, demanding precision, not only the driver but the car. Well-elaborated sense when the car first or second event. I try to bad times, I catch him appropriate "kick". Polish "Fiat" I sensed from the second immediately!

Breast strangely rozdelenie to me, eyes brightened. After Charles fascia to the U.S. now is not the worst idea of the Polish automotive industry. This is always one more and drop it into the most professional environment.

Saddened until several minutes later, when we passed near one of the TOS that, where dozens of new car production plant Żerański waiting for repair. Indeed, the implementation of many of them would not allow Charles to the use of "heel-toes" from the first and second once.

Polish version:
Trybuna za meta
Amerykanin na żeraniu
Jedną, z większych imprez towarzyszących olimpiadzie w Monachium będzie Międzynarodowy Rajd Samochodowy. Została doń zgłoszona również ekipa polskiego Fiata. Jak spiszą się tym razem żerańskie wozy? Czy do sukcesów Monte Carlo i Akropolu dodamy jeszcze jeden, nie mniej głośny, bo olimpijski? W chwili gdy piszę te słowa, rajd się jeszcze nie rozpoczął. Istnieje oczywiście tysiąc powodów, dla jakich należy życzyć polskim samochodom zwycięstwa. Najważniejsze są względy prestiżowe, podniesienie rangi polskiej marki, czemu zazwyczaj towarzyszą sukcesy handlowe. Nie przypadkiem przecież nasze fiaty, do niedawna sprzedawane w niewielkich ilościach, po wspomnianych wyżej triumfach poczęły się rozchodzić jak świeże bułki i dziś fabryka nie nadąża z produkcją na eksport. To zachwyceni sportowymi sukcesami Austriacy, Algierczycy, Finowie, Francuzi i obywatele jeszcze 28 innych krajów rzucili się nań niczym pszczoły na kwitnącą koniczynę. Mnie, człowieka małego ducha, mało jednak obchodzi, jak się będzie czuł za kierownicą polskiego samochodu jakiś francuski rzeźnik czy austriacki księgowy. Pasjonuje mnie natomiast pytanie, czy samochody produkowane na rynek wewnętrzny otrzymają wreszcie składaną kolumnę kierownicy.

O wszystkich cieniach naszej motoryzacji, jakie od dawna powodują rozstrój mojej wątroby, nie powiedziałem oczywiście Charlesowi Hauserowi, amerykaskiemu kierowcy wyścigowemu, który niedawno odwiedził nasz kraj jako... uczestnik kursu języka polskiego, zakończonego turystyczną wycieczką. Charles jest obecnie studentem ostatniego roku uniwersytetu. Skończywszy uprzednio szkołę kierowców wyścigowych w Belgii, zarabia na studia przy pomocy samochodu. Pofatygowawszy się na kilka tygodni do Polski aż zza oceanu, nie omieszkał oczywiście zainteresować się naszą motoryzacją. Gdy wycieczka, której towarzyszyłem, znalazła się w Warszawie, poprosił mnie, bym umożliwił mu zwiedzenie Żerania. Po krótkich formalnościach uzyskałem zgodę dyrekcji fabryki. Byłem ogromnie ciekawy reakcji Amerykanina. Cudzoziemcy przyjeżdżają na ogół do nas z wyobrażeniami - delikatnie mówiąc - niepełnymi, jeśli nie wręcz fałszywymi.
Charles był najwyraźniej zaskoczony samym faktem, że "Fiaty" robimy sami. Dotychczas myślał, że w Polsce znajduje się jedynie montażownia. Gdy zaś oprowadzający nas inż. Caruk zaznaczył mimochodem, że wiele detali samochodu zaprojektowano całkowicie w Polsce i co więcej - detale te wykrzystywane są w wozach produkowanych w zakładach macierzystych we Włoszech - skwitował to po prostu słowami uznania. Bardzo podobały mu się również "Fiaty" kryte lakierem metalizowanym (dyplomatycznie przemilczeliśmy, że tylko te na eksport). Kulminacyjny moment nastąpił, gdy zostaliśmy przekazani do dyspozycji inżyniera Ostaszewskiego z działu doświadczalnego i stanęliśmy oko w oko z samochodami przygotowywanymi do monachijskiej imprezy. Jednym z nich wyjeżdżamy na tor prób. Jednym z nich wyjeżdżamy na tor prób. Prowadzi inż Ostaszewski. Od razu widać że to "wyjadacz", a obecność Amerykanina dodaje mu tylko animuszu. Na prostej szybkość dochodzi do 140. Na wirażu taśma licznika pulsuje wokćł cyfry 120. Potem jeszcze popisowa, pełna wirtuozerii jazda o centymetry od górnej krawędzi toru. Płynne hamowanie. Teraz kolej na Charlesa. Rusza wolno, ostrożnie. Długo jedzie "zaledwie" 80-100 km na godzinę. Nie zna przecież wozu. Potem jazda nabiera tempa. Na wirażach trzeba się trzymać specjalnych uchwytów, by wręcz nie wydusić drzwi. Samochód jak zegarek. Jeszcze jazda po "pralce" I wysiadamy.
No i jak? - pytam Charlesa, choć usatysfakcjonowana mina wskazuje na zbędność pytania.
To dobry wóz - pada odpowiedź. - Nie jestem co prawda kierowcą rajdowym, ale "dobroć" samochodu każdy pozna, choćby po czasie, w jakim da się on "wyczuć". Poza tym dobrze odrobiony samochód precyzyjnie reaguje na ruchy kierowcy, chciałoby się powiedzieć, że je niemal wyprzedza. Mam sposób sprawdzania nowego wozu, którego nie znam: chwyt zwany wśród kierowców wyścigowych "heel and toe" ("stopa-palce"). Stosuje się go na wirażu, przy redukcji biegów, gdy chodzi o to, by nie wy tracić za dużo szbkości. Rzecz polega na tym, by przy zmianie biegów z wyższego na niższy, lewą nogą dwukrotnie wdusić sprzęgło, palcami drugiej naciskać hamulec, a równocześnie piętą "kopnąć" gaz aż do obrotów, które na niższym biegu dadzą szybkość niewiele niższa. Jest to czynność trudna, wymagająca precyzji nie tylko od kierowcy ale i od samochodu. Dobrze dopracowany wóz wyczuwam wtedy przy pierwszym lub drugim razie. Zły próbuję wielokrotnie, nim złapię właściwe "kopnięcie". Polskiego "Fiata" wyczułem od drugiego razu!

Pierś jakoś dziwnie się mi rozdęła, wzrok pojaśniał. Przecież powiezie teraz Charles do USA nie najgorsze wyobrażenie o polskiej motoryzacji. Zawsze ta jedna kropelka więcej i to do środowiska najbardziej fachowego.

Posmutniałem dopiero kilkanaście minut później, gdy przejeżdżaliśmy obok któregoś z TOS-ów, gdzie dziesiątki nowych samochodów produkcji żerańskiej fabryki czekały na naprawę. Zaiste, wykonanie wielu z nich nie pozwoliłoby Charlesowi na zastosowanie techniki "pięta-palce" od pierwszego czy drugiego razu.

No comments:

Post a Comment